|
Życiodajna szkoła
James Smith, ekonomista z RAND Corporation zna wiele hipotez na temat uwarunkowań długiego życia – pieniądze, brak stresu, kochająca rodzina, wielu przyjaciół. Ale pozostaje sceptyczny.
To prawda, mówi, że w każdym społeczeństwie pewne grupy żyją średnio dłużej niż inne. Bogaci dłużej niż biedni, biali w USA dłużej niż czarni. Długowieczność, ogólnie biorąc, nie ma w danej populacji równomiernego rozkładu. Ale co – pyta Smith – jest tu przyczyną, a co skutkiem? Jak je rozdzielić? Jest to próba wniknięcia w jedną z tajemnic długowieczności: utrzymujących się różnic średnich długości życia dużych grup. Każdy kraj ma średnią długość życia dla całego narodu i średnie dla różnych grup, wyróżniane na podstawie takich kryteriów, jak rasa, geografia, wykształcenie, a nawet uczestnictwo w praktykach religijnych. Badacze tacy jak dr Smith zadają sobie jednak pytanie: dlaczego tak się dzieje? Jakie czynniki są naprawdę istotne? Odpowiedzi okazują się zaskakujące. W każdym kraju, gdzie przeprowadzano badania, naukowcy są zgodni, że czynnikiem, który zawsze ma znaczenie dla dłuższego życia, jest wykształcenie. Odgrywa ono ważniejszą rolę niż rasa i eliminuje wpływ stopnia zamożności. W kolejnych latach i kolejnych badaniach, mówi Richard Hodes, dyrektor National Institute of Aging, wykształcenie „zaznacza się coraz mocniej". Blado w porównaniach z nim wypadają czynniki powszechnie uważane za kluczowe, na przykład pieniądze i ubezpieczenie społeczne. Smith wyjaśnia: "Zwiększanie lub zmniejszanie wysokości świadczeń z tytułu ubezpieczeń społecznych nie wpłynie na ludzkie zdrowie. Jest to ważne z innych powodów, ale nie ze względu na zdrowie". W debacie politycznej bardzo przecenia się również rolę ubezpieczeń zdrowotnych. Największe znaczenie, sądzi Smith i inni badacze, może mieć długość okresu, jaki młodzi ludzie spędzają w szkołach. Kilka lat edukacji więcej to dodatkowe lata życia i znacznie lepsze zdrowie dziesiątki lat później, w podeszłym wieku. Nie jest to oczywiście czynnik jedyny. Dużą rolę odgrywa palenie papierosów, które znacznie skraca życie. Jest też związek pomiędzy jego długością a posiadaniem wielu przyjaciół i rodziny. Są również świadectwa, że ludzie, którzy wykonują bardziej liczące się zawody i mają przypuszczalnie większą kontrolę nad swoją pracą, cieszą się lepszym zdrowiem i dłużej żyją. Prymat wykształcenia wydaje się jednak niepodważalny. "Gdybym miał powiedzieć, co wpływa na zdrowie i długowieczność – mówi Michael Grossman, ekonomista z City University of New York – na czele listy czynników umieściłbym wykształcenie". Pierwsza systematyczna próba rozstrzygnięcia, czy wykształcenie faktycznie zmienia ludzi tak, że żyją dłużej, zaczęła się bardzo niepozornie. Był rok 1999 i absolwentka Columbia University, Adriana Lleras-Muney zastanawiała się nad tematem swojego doktoratu z ekonomii. Pomysł znalazła w pewnym artykule opublikowanym w 1969 roku. Trzej ekonomiści wskazali tam korelację pomiędzy wykształceniem a zdrowiem i wysunęli sugestię: jeśli chce się zadbać o poprawę zdrowia, więcej zyskać można inwestując w wykształcenie niż w opiekę medyczną. To było jak iskra, mówi dr Lleras-Muney. Ale mogło być prawdą tylko pod warunkiem, że wykształcenie samo w sobie byłoby przyczyną dobrego zdrowia. Istniały jednak co najmniej dwie inne możliwości. Być może dzieci o wątłym zdrowiu nie chodzą do szkoły lub wcześnie ją porzucają. A może wykształcenie jest tylko konsekwencją zamożności i to właśnie zamożność daje zdrowie. Może jest tak, że bogatsi rodzice, którzy zapewnili wszystko swoim dzieciom, w tym lepsze odżywianie, lepszą opiekę medyczną i lepsze wykształcenie, mają dzieci, które będąc zdrowe, dłużej żyją. Jak odróżnić skutki od przyczyn? – zastanawiała się Lleras-Muney. Badania tego rodzaju stają przed problemem typu "jajko czy kura?". Odpowiedź pojawiła się pewnego dnia, gdy Lleras-Muney czytała artykuł z dziedziny ekonomii. Była tam informacja, że przed około stu laty różne stany zaczęły wprowadzać ustawy wydłużające okres obowiązku szkolnego. Lleras-Muney już wiedziała, co należy zrobić. "Chodziło o to, by zbadać, czy po wydłużeniu tego okresu ci, którzy chodzili do szkoły krócej, żyli tyle samo co ci, którzy musieli spędzić w szkole więcej czasu" – mówi Lleras-Muney. Trzeba było zatem dowiedzieć się, kiedy dokładnie uchwalono te ustawy w poszczególnych stanach, a potem na podstawie spisu ludności stwierdzić, ile wynosiła średnia długość życia przed i po wprowadzeniu ustawy. "Podniecenie minęło po kilku sekundach" – mówi Lleras-Muney. Szybko zdała sobie bowiem sprawę, jak żmudne będzie przetrząsanie stanowych archiwów. Ale wyniki okazały się zaskakujące. Średnia przewidywana długość życia dla osoby 35-letniej zwiększyła się o półtora roku w efekcie dłuższego o rok pobytu w szkole. Praca Lleras-Muney została nagrodzona i ukazała się w "Review of Economic Studies", zaś autorka otrzymała stanowisko adiunkta w Princeton. Później opublikowano kolejne artykuły przedstawiające wyniki badań nad skutkami wydłużenia obowiązku szkolnego w Szwecji, Danii, Anglii i Walii. W każdym z tych krajów skutkiem była poprawa zdrowia. "Mogłoby się wydawać, że obowiązek szkolny nie powinien być tak dobroczynny, jak chodzenie do szkoły z własnej woli. Ale jest" – mówi dr Lleras-Muney. Nie wszyscy byli jednak przekonani o prawdziwości tej tezy. Victor Fuchs, ekonomista ze Stanford, wskazuje, że nie jest jasne, jak i dlaczego wykształcenie sprzyja dłuższemu życiu. Są też inne zagadki. Na przykład czas edukacji szkolnej bardziej wzrósł w ostatnich latach w przypadku kobiet niż mężczyzn, ale średnia długość życia mężczyzn zbliża się do średniej dla kobiet. Można by oczekiwać, że po pewnym czasie większa liczba lat nauki w szkole nie przyczynia się do wydłużenia życia. Ale dane pokazują coś innego. Wpływ wykształcenia nigdy nie zanika. Większość badaczy przyznaje, że badania Lleras-Muney i autorów z innych krajów są przekonujące. Pozostaje jednak pytanie, dlaczego występuje "efekt wykształcenia". Dr Lleras-Muney i inni podsuwają dość wiarygodne wyjaśnienie. Ludzie gorzej wykształceni są jako grupa również mniej zdolni do planowania przyszłości i odkładania gratyfikacji. Jeśli to prawda, może to wyjaśniać na przykład różnice w procencie palaczy pośród lepiej i gorzej wykształconych. Palacze są co najmniej dwukrotnie bardziej zagrożeni śmiercią niż ludzie, którzy nigdy nie palili – mówi Samuel Preston, demograf z University of Pennsylvania. Gorzej wykształceni częściej palą, choć "każdy wie, że palenie może zabić", także oni. Edukacja, twierdzi dr Smith, może w jakiś sposób uczyć ludzi odkładania gratyfikacji. Jak wynika z jednego z badań przeprowadzonego na dużej grupie ludzi w średnim wieku, osoby z gorszym wykształceniem były mniej zdolne do myślenia o swej przyszłości. "Wytrwałość wiąże się często z przykrościami – mówi Smith. – Trzeba mieć gotowość zrobienia czegoś, co w danej chwili nie jest przyjemne, ale trzeba to zaakceptować i myśleć o przyszłości". Odrzuca on przykazanie, by żyć chwilą czy bieżącym dniem. "To najgorsza rada dla naszego zdrowia". (…) Dr Hodes często informuje decydentów o najnowszych ustaleniach nauki. Ale zarówno on, jak i inni twierdzą, że zbyt często nie przekładają się one na praktykę polityki społecznej. A są pewne istotne ustalenia: zdrowie i odżywianie we wczesnych latach życia, a nawet w okresie prenatalnym, może wpływać na stan zdrowia w ludzi w wieku średnim i starszym i oddziaływać na długość ich życia. Geny mają na ogół dla długości życia niewielkie znaczenie. Kontrola takich czynników ryzyka w przypadku chorób serca, jak palenie papierosów, cholesterol, ciśnienie i cukrzyca sprzyja lepszej kondycji w podeszłym wieku i dłuższemu życiu. Ale coraz bardziej prawdopodobne wydaje się, że zasadniczą rolę odgrywa tu wykształcenie. Pozostaje zatem pytanie, co należy robić. Logiczne wydawałoby się na przykład inwestowanie w edukację i zdrowie dzieci. Ale naukowcy często mówią, że chcieliby mieć przekonujące dowody, iż program w rodzaju wydłużania obowiązku szkolnego sprawdzi się w praktyce. A jeśli celem jest dłuższe i zdrowsze życie, czy to najbardziej efektywny sposób wydawania publicznych pieniędzy? Jest jeszcze wiele innych pytań, uważa Richard Suzman z National Institute on Aging. Nawet badania pokazujące, że w przypadku wielu ludzi długość ich życia określana jest w młodości, nie mówią, jak dokonać zmian. "Mamy bardzo mgliste pojęcie o tym, jakie wczesne doświadczenia rzutują na długość życia, a zatem nie bardzo wiemy również, jak należałoby interweniować" – podkreśla Suzman. "Jeśli o chodzi o zmiany – dodaje dr Skinner, ekonomista z Dartmouth – poruszamy się po nieznanym terytorium".The New York Times Serwis internetowy www.dlazdrowia.pl
|
|
