„Nie znam kobiety, która nie chciałaby zgubić trzech kilogramów. Niektóre, rzecz jasna, marzą o tym, żeby zrzucić więcej – schudnąć rozmiar albo dwa – ale większość z nas zamglonym wzrokiem spogląda w dal, śniąc o czasach, kiedy będą, och! ważyły trzy kilo mniej, spódnica w rozmiarze 40 przestanie cisnąć po obiedzie, dżinsy czepiać się ud niczym marudne dziecko, a brzuch zacznie wreszcie przypominać żeberka w kaloryferze, a nie na talerzu. Dla większości z nas te pragnienia stanowią coś w rodzaju irytującego, uporczywego brzęczenia z tyłu głowy(…)" - pisze brytyjska dziennikarka Mimi Spencer w swoim najnowszym poradniku „101 rzeczy lepszych od diety”
Kluczem jest świadomość. Przyda ci się odrobina podejścia zen. Najpierw pomyśl, potem wypij. Najpierw popatrz, później zjedz. Nie musisz praktykować jakiejś skomplikowanej medytacji, po prostu miej świadomość, co wkładasz do ust. To mądra i łatwa metoda kontrolowania kalorii bez konieczności bycia na diecie.
1. Jedz więcej zup
To niezwykle prosty sposób, by jeść mniej, osiągając poczucie sytości. Zupa, według badań Uniwersytetu Pensylwanii, świetnie zmniejsza łaknienie, bo zawiera mieszankę płynów i substancji stałych, które minimalizują głód. Po prostu zastosuj tradycyjne podejście i zjedz ją przed daniem głównym, a twoje całościowe spożycie kalorii może się zmniejszyć aż o 20 procent w stosunku do posiłku niepoprzedzonego zupą. Ale to nie wszystko. Zamiana zwyczajowej kanapki na pełnowartościową zupę w porze lunchu będzie miała jeszcze wyraźniejszy wpływ na twoją linię. Według brytyjskiej Krajowej Rady Konsumentów wiele kanapek sprzedawanych w śmieciówkach, tych smakowitych, które wyglądają tak, jakby były w stanie wykonać przewrót w tył, wyciągnąć monetę z twojego dekoltu i na koniec opowiedzieć dowcip, w rzeczywistości zawiera zatrważające ilości tłuszczu i soli. Niezaprzeczalnie pyszna kanapka Italian B.M.T. z serem, szynką, salami i pepperoni, serwowana w Subwayu, liczy sobie 450 kalorii. Big Mac, dla porównania, ma 495 kalorii. I bądź tu mądra. Należy jednak sięgać po właściwe zupy. Kilka lat temu zamiast lunchu jadałam jedną z „chińskich” zupek, niskokaloryczną Slim-a-Soup. Moja ulubiona, kurczakowo-grzybowa, którą opychałam się przez dwa tygodnie, zawierała 1,7 procenta grzybów i 1,1 procenta kurczaka, czyli mniej niż wynosiła w niej zawartość fosforanu monopotasowego (regulator kwasowości) oraz zawartość E471 (emulgator).
Jak się okazało, nie był to przepis na udany dzień. Około trzeciej po południu byłam gotowa gryźć ściany (na szczęście pod ręką miałam zawsze paczkę żelków Haribo). Bez sensu. Równie
wstrętna jest zupa kapuściana, stanowiąca podstawę popularnej diety. Apetyczna niczym koktajl mleczny z letniej ryby, ze względu na swoją smrodliwość i właściwości wiatropędne jest też niebywale skutecznym sposobem na to, by stracić przyjaciół i zrazić do siebie
ludzi…
2. Odśwież się i poczuj moc
Jeśli według ciebie zrównoważona dieta oznacza jednakowo ciężkie ciastko w każdej dłoni, to musisz zmienić swoje podejście. Mnóstwo ludzi, czy to czterdziestopięciokilowych motylków, czy też stukilowych słoników, jest w kiepskiej formie, bo źle je. Jeśli chcesz czuć się świetnie i wyglądać znakomicie, musisz dobrze się odżywiać, czyli postawić na zróżnicowaną dietę, bogatą w świeże produkty. Ameryki nie odkryłam, wiem, ale przestań biadolić, zostaw te
ciastka i dołącz do nas.
Jedz produkty sezonowe i lokalne. Badania potwierdzają to, co dobrze wiemy: nowoczesne technologie uprawy, przyspieszony wzrost, wydłużony czas przechowywania i transport na dużą odległość obniżają wartość odżywczą jedzenia. Pozostań lepiej na progu własnego domu. Spróbuj jeść produkty wytwarzane nie dalej niż 40 km od miejsca, w którym mieszkasz (65 km, jeśli zamieszkujesz rozległą metropolię) i rozkoszuj się świadomością, że wyświadczasz naszej planecie przysługę. W zależności od tego, gdzie żyjesz, krótkie poszukiwania przyniosą obfite plony, czy to w postaci lokalnego sera, świeżych ryb, czy też niepryskanych owoców.
Zawsze trzymaj pod ręką owoce i surowe warzywa. Trzymaj w lodówce miskę ze świeżo pokrojonymi jarzynami w wodzie z lodem i jabłko w szufladzie. Owoce powinny prezentować się apetycznie na paterze, a nie leżeć wymęczone na dnie lodówki. „Gruszki – jak zauważył brytyjski komik Eddie Izzard – są szczególnie beznadziejne pod tym względem. To piękne małe potworki, dojrzałe przez pół godziny, zawsze wtedy, kiedy ciebie nie ma.
Są albo twarde jak kamień, albo rozciapane… Wykładasz je na paterze w domu, a one siedzą tam, powtarzając sobie: » Nie! Nie! Nie dojrzewaj jeszcze! Nie dojrzewaj jeszcze! Poczekaj, aż wyjdzie z pokoju! Dojrzewaj! Teraz, teraz, teraz!«”. Jednak warto wykazać się wytrwałością w stosunku do gruszek, więc nie spuszczaj ich z oczu, by nie przegapić momentu, w którym staną się idealne. Badacze z Uniwersytetu Stanowego w Rio de Janeiro odkryli, że kobiety z nadwagą, które w ramach swojej niskokalorycznej diety codziennie jadły trzy małe gruszki, traciły na wadze więcej niż kobiety, które do posiłków nie włączały żadnych owoców.
3. Zamień się w gejszę
Pewnie wiesz, że Japonia ma najniższy odsetek osób otyłych wśród wszystkich krajów rozwiniętych. Tradycyjne umiarkowane spożycie nabiału jest częściowo przyczyną tego godnego pozazdroszczenia stanu rzeczy (podobnie jak jedzenie pałeczkami, które znacznie spowalnia największe nawet łakomstwo). Dodatkowo na dietę Japończyków składa się wiele produktów surowych, zachowujących wartości odżywcze i bardziej naturalnych. Inna ważna różnica polega na tym, że Azjaci spożywają dużo mniej mięsa niż mieszkańcy Zachodu. Według najnowszych szacunków analityków z The Economist Intelligence Unit Japończycy zjadają rocznie 45 kg mięsa na osobę, Amerykanie 130 kg, Francuzi 103 kg, a w Wielkiej Brytanii spożycie mięsa osiąga całkiem solidne 82 kg. Przeciętnemu Brytyjczykowi udaje się zjeść jedną trzecią porcji ryby tygodniowo. Przeciętny Polak na ryby wydaje miesięcznie zaledwie kilkanaście złotych – daje to 13,5 kg rocznego spożycia na głowę. Powinniśmy się wstydzić. Ryby mają dużo białka i mało nasyconych tłuszczów (chyba że obtoczysz je w panierce i utopisz w morzu oleju). Co więcej, łosoś, makrela, węgorz – tłuste ryby – mają zacne ilości kwasu omega-3, który pomoże utrzymać mózg w takiej formie, że na starość będziesz rozwiązywać sudoku – dlatego powinny stać się częstym gościem na twoim stole.
Surowe ryby zachowują swoje wartości odżywcze. Jeśli zdecydujesz się na japońską kuchnię, zamów sashimi, a nie sushi (w tym pierwszym nie ma ryżu!) i upewnij się, że ryby są świeże niczym bryza znad Bałtyku (niesamowite, jaki aromat gorący pocałunek wasabi potrafi wydobyć z kawałka surowego łososia).
4. Przebudź swoje podniebienie
Znudzona lodówką? Przybita powtarzalnością zawartości szafek kuchennych? Apatyczna na samą myśl o kolacji? No cóż, witaj w klubie. Decyzja, co ugotować, to dla każdego człowieka odpowiedzialnego za domowe menu to istna droga przez mękę. Osobiście nie mam problemu z robieniem zakupów, krojeniem, gotowaniem i zmywaniem, mogę nawet dorzucić muzyczno-taneczny numer na sam koniec posiłku, pod warunkiem, że ktoś mi powie, co mam podać. Snucie się po supermarkecie w poszukiwaniu inspiracji nie ma najmniejszego sensu. Przeżyjesz chwilę pozornego triumfu, a potem okaże się, że do domu przyniosłaś duże ciasto i trzy różne rodzaje makaronu. Dużo lepiej z wyprzedzeniem zaplanować choć kilka
dań, które prawdopodobnie przyrządzisz w ciągu tygodnia. Zamiast polegać na ulubionych standardach, lepiej wprowadzić urozmaicenia. Japończycy na przykład starają się mieć na talerzu pięć kolorów: czerwony, niebieskozielony, żółty, biały i czarny. Spróbuj, a zobaczysz, jak wzrośnie twoje spożycie warzyw. Ajurweda – starożytny system medycyny i filozofii indyjskiej – zaleca włączanie do każdego posiłku sześciu podstawowych smaków: słodkiego, kwaśnego, słonego, gorzkiego, ostrego, cierpkiego. Brednie? Może i tak. Ale urozmaicone danie na pewno lepiej cię nasyci, a także dostarczy ciekawszych wrażeń niż pizza, której każdy kawałek smakuje tak samo, chyba że trafi ci się papryczka jalapeño. Jeśli na twoim talerzu znajduje się jedzenie tylko z jednej grupy pokarmów, to znaczy, że bardzo błądzisz.
5. Wyrzuć patelnię i kup pięciopoziomowy parowar
Prosta zamiana smażonego na grillowane i używanie parowaru pozwolą ci zaoszczędzić tyle kalorii, że z wrażenia spadniesz z krzesła. Jeśli masz ochotę na frytki, to zamiast sięgać po torebkę z mrożonką i smażyć jej zawartość w głębokim tłuszczu, pokrój ziemniaka, ułóż kawałki w brytfance, posyp rozmarynem i skrop oliwą. Zamiast przygotowywać posiłek na patelni, przyrządź go w wielopoziomowym parowarze. Zacznij od parteru, gdzie ułożysz delikatny filet z białej ryby, na następnym piętrze daj groszek cukrowy, a na poddaszu – liście szpinaku. Drobne zmiany, a dużo mniej kalorii. Zatem – zrób to sama i zacznij tworzyć nowe dania.
6. Głodna ? Umyj zęby!
To działa za każdym razem. Niektórzy znawcy tematu, w tym posiadacz najpiękniej wyrzeźbionego ciała w Hollywood Matthew McConaughey, uważają, że umycie zębów po posiłku sprawia, iż mózg otrzymuje sygnał o sytości wywołany nowym smakiem w ustach. To prosty sposób na odchudzanie, a twój dentysta na pewno też będzie nim zachwycony.
7. Zacznij od najprostszych zmian
-
Nie używaj majonezu do sałatek (zamień go chudym jogurtem)
-
Nie dodawaj cukru do herbaty.
-
Jedz sorbet zamiast lodów.
-
Smaruj pieczywo oliwą, a nie masłem.
-
Zamień potrawy pełnotłuste na chude.
-
Zamień to, co białe, na pełnoziarniste.
-
Zamiast drinków zamawiaj wino, jeszcze lepiej – zmieszane z wodą sodową.
Widzisz, dla ciebie nie ma różnicy, a dla twoich pośladków –owszem.
Jeszcze więcej porad:
-
Zamiast paluszków chrup pokrojoną marchewkę.
-
Odstaw koszyk z pieczywem…
-
…a także ketchup. Właśnie tego rodzaju słodzone dodatki zwiększają kaloryczność posiłku. Jeśli już musisz mieć jakiś sos, przygotuj własną salsę, używając drobno posiekanych pomidorów, szalotek i odrobinki chili.
-
Wybieraj ryby zamiast mięsa
8. Uważaj na wielkość porcji
„Ciastko kupione na dworcu – mówi dr Tim Lobstein z Międzynarodowej Grupy Roboczej ds. Otyłości – ma średnicę dziesięciu centymetrów! Porównaj to z wielkością herbatników, które jadała twoja babcia. Producenci żywności sprzedają swoje wyroby, żeby zaspokoić nasze oczy, a nie potrzeby zdrowotne. I tylko gdy przeczytasz informacje napisane drobnym druczkiem, dowiesz się, o co w tym wszystkim naprawdę chodzi”. W ciągu minionych dwudziestu lat nastąpiła prawdziwa eksplozja wielkości porcji, a my
Na każdym kroku stawiamy czoła prawdziwym
górom żywności uzbrojeni jedynie w dość mętne
przekonanie, że grzeczność wymaga, żeby zjeść
wszystko z talerza.
Badając, dlaczego Francuzi są o wiele szczuplejsi od Amerykanów, naukowcy z Uniwersytetu Pensylwanii doszli do niezwykłego doprawdy wniosku, a mianowicie, że jedzą oni mniej. Potwierdzają to zarówno statystki, jak i ulica. W Filadelfii przeciętna porcja jest mniej więcej 25 procent większa niż w Paryżu. Napoje w amerykańskim supermarkecie są większe o 52 procent, hot-dogi – o 63 procent, a jogurt w kartonie – o 82 procent. Croissant w Paryżu waży niecałe 30 g, a w Pittsburghu – prawie 60 g.
Rzecz więc w tym, że środowisko, w którym żyjemy, sprzyja głupiemu obżarstwu. Nawet nasze kieliszki zwiększyły objętość i mogą teraz szczęśliwie pomieścić trzy jednostki wina, przy czym wciąż pozostaje w nich dość miejsca na bukiet.(…)
Fragmenty tekstu pochodzą z książki „101 rzeczy lepszych od diety” Mimi Spencer.
Dla zabieganych książka dostępna także jako audiobook - czyta Anna Guzik.
Książkę można zakupić na stronie www.wydawnictworodzinne.pl